la vida es el viaje mas hermoso...



Jak mi ktoś napisze "Głask", "Cmok", "Uwierz w siebie", albo będzie próbował mną werbalnie potrząsać, to wyrwę głowę i napluję do środka. Na szarlotkę już nie zapraszam, albowiem mam zepsuty piekarnik.


Józef ma nowy pseudonim



  Disclaimer: ptaszek prawdziwy jest piegża, ale ma być tak napisane, jak jest.


Gallina scripsit 2010-02-09 11:24:43 skomentuj (11)
Ptak w ruchu drogowym

Stoję ja sobie obiema nogami tylnymi na pasach, zwanych również zebrą i się zastanawiam. Bynajmniej nie nad tym, czy przejść na drugą stronę, czy nie, bo co do tego jestem zdecydowana. Przejść muszę, albowiem po drugiej stronie stacjonuje mój busik dojazdowy do pracy i już mi błyska z dala jego srebrzysty grzbiet. Zastanawiam się nad tym, czemu ja stoję na tych pasach i muszę czekać, aż mnie łaskawie jakiś kierowca przepuści. Jakaś nowa świecka tradycja?

I tak potem wszyscy stali na światłach, choć im się tak spieszyło...

Gallina scripsit 2010-02-05 17:23:31 skomentuj (16)
Witajcie w kraju, w którym zima trzyma

Najzimniejszą (prawdopodobnie) noc w roku spędziłam w tramwaju, bo się akurat podwoda nie trafiła. Cóż, twardym trzeba być, nie miętkim, zwłaszcza w obliczu reportażu z Norwegii, gdzie pan dziadek w sweterku i gumofilcach wychodzi za próg i pokazuje, że jest -40 stopni na zewnątrz, a dzieciarnia w miejscowej szkole pakuje się w kombinezoniki i przy tych -40 wybiega na przerwę ganiać po podwórku. Nie będę gorsza, trzy swetry, dwie pary rajtek i w drogę. Nic to, że moja słynna kurtka postanowiła zagrać va-banque i zepsuła sobie ekspres, zwany też zamkiem błyskawicznym. Ale zapomniała, wredota, że jeszcze ma napy.

Tak, czy owak, Zenon Nowak, nie wiem, czy zaszkodziło mi zamienienie się w lody Dodino w tramwaju, czy po prostu nadszedł mój czas, bo mniej więcej od wtorku zaczęłam się przelewać przez ręce, potem pociekło mi z dzioba, a na koniec w gardle wyrosły kolce. Słowem, zachorowałam. Ale już mi lepiej, choć rozważałam nawet wizytę u lekarza. Nie po zwolnienie, bo na to mnie, że tak powiem, aktualnie nie stać, ale by mnie osłuchano na obecność ewentualnego zapalenia płuc. Jednak oczywiście się nie wybrałam. Jakoś mnie to przerosło. Ale nie kaszlę wcale, więc spoko w oko. Gardło dezynfekowałam wymiennie solną płukanką i jedynym znanym mi lekiem, którego nie reklamują w TV. Dziobem wdychałam aromatyczne olejki, pasjami żarłam Scorbolamid i dbałam o nawilżenie powietrza.

Przy okazji tej najzimniejszej nocy oraz otaczających ją innych nocy tudzież dni o podobnie niskiej temperaturze dotarło do mnie, że wieszanie szmat na oknach może mieć w rzeczy samej uzasadnienie nie tylko dekoracyjne, ale głęboko praktyczne. Taka szmata jednak odgradza dodatkową warstwą od minusów za szybą. Ja generalnie szmat wiszących nie trawię, a że mam ten komfort, że mieszkam na pierwszym piętrze, a na przeciwko nie zbudowano nic na tyle wysokiego, żeby można było zajrzeć mi w okno, to nic sobie na nim nie powiesiłam. Aż do zeszłego tygodnia, kiedy to doznałam iluminacji i powiesiłam polarowy koc na szpagacie. Efekt był natychmiastowy i spektakularny - mogłam skręcić kaloryfer na 2 i nadal miałam moje ulubione 18 stopni.

Ludzie - oszczędzajcie energię - wieszajcie koce na oknach! Ja mojego na razie nie zdejmuję, choć zasłania mi niebo gwiaździste. Poza tym raduję się, że lubię zimę. Gdybym przy mojej nieustającej melancholii dołowała się jeszcze tym, że śnieg pada, to zapewne nie pisałabym tych słów, tylko żerowała na Prozacu. A tak, radośnie wskakuję w zaspy.

Gallina scripsit 2010-02-03 21:43:56 skomentuj (15)
Spontaniczna notka pomidorowa

Gotuję zupę pomidorową. Lubię ją za to, że może występować w wielu odmianach, zależnie od tego jaką mam fantazję i co akurat pod ręką, ale zawsze pozostaje zupą pomidorową. Ta konkretna jest ze śmietaną, bo mi od śledzia została. Zupełnie inny smak niż z jogurtem. Aksamitny jakby. I mniej kwaśny. Poza tym ta konkretna zupa jest wybitnie niefantazyjna. Żadnych oliwek, migdałów i dodatkowych czosnków. Wkładki mięsnej toże niet.

Rosół na zupę wydobyłam z trzewi Lewiatana, gdzie spoczywał w czerwonym pudełku po lodach o smaku tiramisu. Pamiętam, że słodkie były jak jasna cholerka. Ciekawe, jak strasznej chemii potrzeba, żeby uzyskać smak tiramisu. Smak biszkoptowy. Smak wafelkowy. Ohyzda. Ale za lodami na patyku p.t. "Serniczek", które były, ale się zmyły, jednak tęsknię. "Pierniczki" też były, o kształcie katarzynek na patyku. A najlepsze tiramisu robiła moja koleżanka z Warszawy. Była koleżanka?

Przy okazji tęsknię też za mrożonymi ziołami, które kiedyś robiła jakaś Frosta, czy inna mroźnia. Wesołe, chropawe, zielone kosteczki, co oprócz prozaicznej pietruszki i koperku zawierały też na przykład ogórecznik. Zupa pomidorowa z udziałem takiej kostki miała jeszcze całkiem inny, zielonkawy smak. Ale pewnie głównie ja kupowałam te kostki, bo znikły z powierzchni sklepu. Podobnie jak lody "Guliwer" czekoladowe w czekoladzie. Były wprost niebiańskie i na wspomnienie nawet gardło mniej mnie boli.

A gaz jest dziś jakiś czerwonawy, co daje wrażenie gotowania na otwartym ogniu. Czy mam mówić, że tęsknię za piecem węglowym? Jak cudnie miałabym utrudnione życie, gdybym posiadała taki piec. Tymczasem posiadam dwie kuchenki gazowo-elektryczne, w tym jedną niepodłączoną. I lodówkę w pokoju.

Gallina scripsit 2010-01-27 16:58:21 skomentuj (19)
Majtki z golfem, buty z kołnierzykiem

Piszę o butusiach, bo obiecałam. A w zasadzie kończę notkę, którą zaczęłam już dawno temu.

Panterkowe są strasznie jajcarskie i ja bym nawet serio takie kupiła, gdybym zarabiała z pięć razy więcej. Tak dla uciechy bym je kupiła, żeby mieć. Bo ja buty uwielbiam. Tylko przedtem musiałbym jeszcze zainwestować wreszcie w operację stóp, bo bez niej prawdopodobnie nie mogłabym ich nawet założyć.

Te czarne na lewo od panterkowych bardzo mi się podobają i mam nawet do nich opracowany cały strój plus dodatki. Dla osoby o całkiem innym wyglądzie i stylu niż ja.

Glanów nie posiadałam nigdy w życiu. Wydają mi się okropnie ciężkie, sztywne i niewygodne. Raz jedne przymierzyłam i nawet stanie w nich było bolesne.

Do emu nie mam zaufania. Wydają się takie człapate i niestabilne. Jakoś też nie mogę uwierzyć, że na pewno nie przemakają w kontakcie z toną białego puchu.

Róziowe ja bardzo chętnie i te szare ze sznurkami tyż. Choć myślę, że byłby kłopotliwe w noszeniu ze względu na wysokość cholewki - mam nogawki za wąskie by je wyłożyć na buty, a za szerokie (i za grube łydy) by je włożyć do środka. Swoją szosą nigdzie w realu takich nie widziałam.

Fakt, że nie przykładałam się zbytnio do szukania, tylko nagle stwierdziłam, że Brusowi Łilisowi odnowiła się taż sama dziura, com ją sklejała w zeszłym roku na Kropelkę. Zabrałam więc mój harem i nawiedziłam Galerię Łódzką, gdzie rozdzieliliśmy się strategicznie, gdyż Wąż szukał też dla siebie futerka. Bo wyrósł był. I znalazł. Ja natomiast stawiłam się pod umówionym jaworem z pustymi rękami, nie licząc gawroniego skrzydła i nagłym mordem w lewym oku. Bo jedyne buty na tej sporej powierzchni handlowej, które łaskawie zechciałabym przymierzyć kosztowały rękę i nogę. Po przecenie.

Cóż, po niezbyt rozbudowanej dyskusji dostałam je na Gwiazdkę. W obliczu posiadanej dziury w bucie nie miałam siły odmówić. Jak do tego dodać kuchenkę, którą dostałam za dni parę na urodziny, to mogę powiedzieć, że dawno mnie tak kosztownie nie obdarowano.

Talon na balon oraz tytuł Dodoznawcy Obuwniczego otrzymują zespołowo: ds, Kazuki, Daisy i Szeherezada. Buciki są słodkie, kochane i bardzo z gore-texu. Oczywiście, mają wady, bo kto ich nie ma. Sznurówki im się rozwiązują, ale to się da łatwo zmienić. No i je noszę inaczej niż projektant zaprojektował, bo z tego wyłożonego kołnierzyka robię sobie cholewkę dla lepszej ochrony przed pluchą i śnieguchą. Gdyż nogawki zawijam, żeby się nie zachlapały. W końcu nie mam innych spodni.

I to mi się właśnie we mnie podoba - buty za ciężkie pieniądze, w dodatku cudze (pieniądze, nie buty) i do tego jedne gacie z lumpeksu.

Gallina scripsit 2010-01-21 21:22:12 skomentuj (16)
Sense and responsibilty

Wiecie jak trudno wymyślić komuś sens życia, jeśli samemu raczej się go nie posiada w nadmiarze? Czy głaskanie schroniskowych psów może być sensem? Chyba na razie się udało. Do następnego wirusa.

A jestem ciągle tak potwornie zmęczona. Albo mam jakąś fajną anemię, albo jakieś inne grrrówno, o którym nawet boję się myśleć. Spać, poproszę. Komu nie odpowiadam na listy niech się nie gniewa na razie.

Gallina scripsit 2010-01-18 22:22:47 skomentuj (10)
Biuletyn kolacyjny

Na wstępie chciałam rzec, że nie odpowiadam za obecne opady śniegu. Nawet mi przez myśl nie przeszło.

Poza tym, wiedziałam, że temat obuwniczy wzbudzi entuzjazm. Ja! Prorok! Ale uchylę rąbka tajemnicy dopiero jutro, bo na razie obżarłam się krupnikiem tak, że nie jestem w stanie połknąć tabletki, a co dopiero pisać. Idę trawić. Chyba zanika mi żołądek.

Gallina scripsit 2010-01-08 20:06:26 skomentuj (41)
Dodo w krainie butów

Jakby się ktoś pytał, to wczorajsze zmasowane opady śniegu w województwie łódzkim są moją zasługą. Tak sobie wracałam z pracy nocną porą i naszła mnie refleksja, że ładnie jest, tylko mogłoby trochę śniegu dopadać. Jakaż była moja radość następnego poranka, gdy widok z oknem zdawał się składać z wirujących płatków, li i jedynie.

A potem brnęłam do roboty przez śniegi Alaski, a właściwie, to jechałam. Na nartach. Prawie na nartach. Bo w takich warunkach łatwiej się wędruje przesuwając stopy ruchem ślizgowym niż stawiając zwykłe kroki. Było mi radośnie i nieprzemakalnie, gdyż albowiem mam nowe buciki zimowe. A jakie, to sami zgadnijcie.



Gallina scripsit 2010-01-07 15:31:53 skomentuj (23)
Oto Szadoki

Trudno mi powiedzieć, czy to był dobry rok, czy nie bardzo. Nie wydarzyło się ani nic okropnego, ani też nic szczególnie radosnego.

Niewątpliwie leitmotivem roku 2009 było podnoszenie z martwych Gawrona. Udało się go na razie jakoś ustabilizować, ale w perspektywie jest jeszcze dużo ciężkiej pracy. Przy okazji mam całą stodołę przemyśleń na temat przyjaźni, sensu życia oraz co by było gdyby.

Na początku roku zawitał do Gniazda Józef Skrzek zwany też Ptakolągwą, Dinusiem, Przecinkiem, Porcją Rosołową, Dziobem, Ogonem a przede wszystkim Kurą. Byłam przeciw, teraz jestem za, bo kocham stwora okropnie. Należy mu się osobna notka.

Zamiast schudnąć znowu utyłam i muszę się poważnie zastanowić dlaczego. Endoktor niespecjalnie się przejął, tylko dał mi znów te piguły, co poprzednio.

Byłam w dwóch pięknych, nieco odległych miejscach, zresztą za cudze pieniądze, ale spłynęło to po mnie jak po gęsi. Jak ogólnie wiadomo, wolałabym wreszcie zdobyć Babią Górę w miłym towarzystwie, które nie wyje pod niebiosa po przejściu dwóch kroków.

Życia osobistego brak. Jestem wędrującym zaprzeczeniem tej śmiałej a ulubionej przez poniektórych tezy, że im mniej się szuka, tym bardziej samo się znajduje. Diabła tam. Nie szukałam i nic mnie nie znalazło. Nawet na listonosza nie wpadłam. A trzeba Wam wiedzieć, że pocztylion obsługujący rejon mojej Matki jest nader dekoracyjny i ma długie włosy w lokach.

W pracy przedłużono mi umowę i nawet dano podwyżkę (normalnie, majątek - całe 160 zł!), jako podobno najlepszemu pracownikowi w naszym dziale. Radochę zakwasił mi fakt, że odchodzi od nas jedna koleżanka i na jej miejsce przenoszą dziewczynę z niższego stanowiska, która na wstępie ma cały etat. Czyli ja ze swoją podwyżką oraz całym przynależnym kadzidłem i tak będę zarabiać mniej od osoby, która dopiero wszystkiego będzie się uczyć i nie wiadomo, czy się sprawdzi. Do tego jej cały etat wchłonie wszystkie nasze ewentualne nadgodziny.

I to by było na tyle.

Gallina scripsit 2010-01-03 19:49:27 skomentuj (12)
Dziś i ewentualnie jutro

Właśnie usiłuję się przestawić na inne tory czasowe, bo przez te kilka dni wolnego zsowiałam do reszty, znaczy się wcześniej niż po 1-szej w nocy nie kładę się do łóżeczka. Ale jutro mam zmianę na 5-tą rano w ramach wytrzeźwienia.

Dzięki paru miłym osobom, które kupiły ode mnie dodości, mogłam nabyć następną porcję koralików i teraz się pławię. Oraz chciałabym realizować kilka pomysłów na raz, więc w rezultacie nie robię nic. To zresztą syndrom całej reszty mojej aktywności życiowej ostatnimi czasy. Za nic nic nie mogę się zabrać, bo jeszcze nie zrobiłam tego i owego. A nie mogę tego zrobić, bo śmego też jeszcze nawet nie tknęłam. Tym sposobem siedzę i mam zaległości, zaś do lenia i niechcieja doczepiony chaos i bałagan.

W ramach podsumowań stwierdzam, że powoli i stopniowo robi mi się coraz gorzej. Coraz bardziej zapadam się w siebie, odsuwam od rzeczywistości, męczą mnie straszliwie kontakty z ludźmi, a nawet siedzenie na kuprze, zaś życie przecieka mi między palcami. U nóg. Mogłabym oczywiście stwierdzić, że taka jest kolej rzeczy i widocznie taka już teraz będę, ale nie do końca jestem pewna, że to prawda. Dojrzewam do lekarza. Byle nie do rejonowego psychiatry.

Gallina scripsit 2010-01-03 11:25:31 skomentuj (2)


       
The owner
wygląda tak:



Wariat - człowiek percepcyjnie odmienny, cierpiący na dużą niezależność umysłową.


Oxygen the Bird

 
 
My velvet sweetheart

 


 

 

księga gości

2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec


ABCD
aga-koty-klopoty
alty
babski-motyw
be-re
carramba = Halka
cashew
change-of-seasons = Małgośka
chockolada
cloudy
co-ze-mnie-wyroslo
daffo
deus
dintojra
ds

EFGH
emuemi
evva
farewell-my-lovely
fenix-felix
fringilla
gadzi = Ewe
girri
gogenzola
gudrun
helena

IJKL
idiomka
kura-w-gorach = Kwoka na Dolinie
issue
justthewitch
kalevala = Agne
k-a-ta-r-z-y-n-a
kociubinska
kot-wspanialy
kurde-mol
lumpiata
lustrzane-odbicie

MNOP
perdo
pierzynka
marmonka
mattkapolka
melissa
merigold
mignona
missbartender = Meg
mlodamezatka
mlody-duchem
moje-waterloo
motyla-noga
narzeczona-lukego
odchudzam-sie
od-rana-do-wieczora
passkuda
peensleep
pierwszaklasa

RSTU
scarabee
radziecki-termos = Bajka
skafander-i-hiena
sobie-a-muzom
spotlessmind
starapanna
szarosc
szeherezada-stiepanowna
szybkozapominam = Kay
tasso
thea
towarymieszane = Cot
traszka
tuv

WVXYZ
we-against-the-world = Raszpelmątwa
waiting
warkot = Biko
w-kolo-macieju
zapiski-tesciowej

Mnożenie bytów = mój drugi blog
lektury-pewnej-kury Przyczółek Wysunięty, czyli My Extended Bridgehead

Bygones = nielot.blog
grudzień 2003
styczeń 2004
luty 2004
marzec 2004
kwiecień 2004
czerwiec 2004
lipiec 2004
wrzesień 2004
listopad 2004
styczeń/luty 2005

Written with a Claw
Story One
Story Two

What's a bird?
Long ago with a Camera
Little Furry Fellows
My mother - the Hen